Ghostwriting – uwierz w (pisarskiego) ducha

By Kasia - 18.4.21

Magda napisała i wydała już siedem książek. Ale chociaż tworzy w popularnych gatunkach, które mają rzesze fanów, z pewnością jej nie znacie. Być może znacie natomiast nazwiska jej klientów, choć ona sama nie będzie w stanie ich podać. Dlaczego? Bo Magda zajmuje się pisaniem dzieł na zlecenie i dzisiaj razem ze mną przybliży Wam zjawisko, jakim jest ghostwriting – rzecz jasna ze swojej perspektywy. 




Literacka szara strefa 

„W Polsce oficjalnie się tego nie praktykuje”, zaczyna Magda, która całą swoją praktykę związała właśnie z rynkiem zagranicznym. I rzeczywiście, chociaż bardzo płodnym pisarzom czasem zarzuca się korzystanie z usług ghostwriterów, oficjalnie czy nawet półoficjalnie temat jest pewnego rodzaju tabu – co nie znaczy, że nie istnieje. Ba, niektórzy twierdzą nawet, że również na polskim rynku jest bardzo popularny, choć ze względów prawnych działa w szarej strefie. Ale ponieważ wzbudza sporo kontrowersji, warto zacząć od podstaw. Czym właściwie jest ghostwriting?

Specjalista z cienia 

Załóżmy, że masz pomysł na książkę, ale nie wiesz, jak ją napisać. Nie umiesz sklecić zdań, by brzmiały dobrze lub nie masz na to czasu – chcesz po prostu wypuścić dzieło w świat. Ghostwriter jest osobą, która uzupełnia ten tandem wiedzą techniczną. Mówiąc w bardzo dużym skrócie, po prostu napisze tekst dla Ciebie (lub za Ciebie). Ktoś mógłby powiedzieć: hej, a czy to przypadkiem nie nazywa się copywritingiem? Otóż nie – a różnica jest znacząca, bo ghostwriter (zwany pieszczotliwie ghostem) w całości zrzeka się praw autorskich do tekstu. Copy zawsze jest autorem i nie musi być podpisany pod każdym artykułem, który stworzy; ghost natomiast nie ma takiego prawa. Akceptuje za to, że za twórcę będzie uznawany zleceniodawca. Ghostwriting może dotyczyć tekstów krótszych, na przykład artykułów, nierzadko specjalistycznych, ale często przywoływany jest w kontekście literackim.

Wyręcza… czy wspiera? 

Jak wygląda praca ghosta w praktyce? Magda, moja rozmówczyni, mówi, że wiele zależy od samego ghostwritera i jego sytuacji, dlatego wszystko, co dalej przeczytacie, możecie traktować jako jedną z możliwych dróg. Ona sama nadal współpracuje z wydawnictwem, w którym pracowała kilkanaście lat temu.

– Ja sprzedaję bezpośrednio do wydawnictwa, więc to jeszcze inaczej – mówi. A zaraz dodaje: – Ale nie w każdym wypadku to tak działa. Niektórzy pisarze szukają ghostów na własną rękę. Wtedy głównie odbywa się to przez specjalne strony internetowe.

Taka koncepcja może wydawać się dziwna. Dlaczego pisarz, który już wydaje – a więc nie jest literackim laikiem – zleca napisanie książek komuś innemu? Po co właściwie ghostwriting? Jak się okazuje, wina niekoniecznie leży po jego stronie.

– Myślę, że nie chodzi o umiejętności, bo w większości ci pisarze tworzą na bieżąco – mówi Magda. – To raczej wydawcy nie wystarczą dwie lub trzy książki rocznie. Chce z popularnego, wybijającego się nazwiska wycisnąć jak najwięcej.

A skoro sam twórca nie jest w stanie sprostać zapotrzebowaniu wydawcy, nie pozostaje nic innego, jak znaleźć osobę, która może w tym dziele pomóc… czyli właśnie ghostwritera.

Jakie to uczucie wiedzieć, że nasza książka została wydana pod innym nazwiskiem? Odpowiedź brzmi: czasem żadne, bo… ghost może nawet nie wiedzieć, że to jego książka, jeśli oczywiście współpracuje z wydawnictwem, jak Magda.

– To wcale nie takie łatwe znaleźć potem swoje opowiadanie, bo nie znasz ani autora, ani tytułu – stwierdza. – Nawet imiona bohaterów mogą być całkiem zmienione.



Mój styl, twoje pióro 

Każdy, nawet początkujący wie, że wszyscy piszący mają swoje maniery i nawyki; te drobne sprawy, które składają się na jednostkowy styl danego autora. Jeśli ghost pisze dla nowej osoby, na przykład celebryty, sprawa wydaje się prosta. Ale co w przypadku, gdy działa na zlecenie już wydanego twórcy, którego pióro poznali czytelnicy? Jak się okazuje, dzieło ghostwritera nie jest pozostawione samo sobie. Podlega normalnemu procesowi wydawniczemu, a bierze w nim udział nawet człowiek, którego nazwisko pojawi się na okładce. A on, jak to autor, może dokonać poprawek. Czasami jest to wręcz niezbędne.

– Niektóre style są trudne do podrobienia, dlatego autor chce się upewnić, że tekst ma w sobie to coś charakterystycznego – tłumaczy Magda. – Wydawnictwo może dać pracę ghostwritera, komu tylko chce, ale autor ma jeszcze możliwość naniesienia jakichś zmian.

Cel oczywiście jest jeden: maksymalne upodobnienie stylu ghostwritera do stylu autora – tak, by nawet fan nie był w stanie stwierdzić, że książkę stworzyła inna osoba.

– Korzystanie z ghostwritera to jedno, ale dać się na tym złapać, to drugie. Kiedyś były z tego powodu afery, ale teraz wydaje mi się, że jest to tak powszechne, że nie robi różnicy czytelnikom. Tym bardziej że już same wydawnictwa zatrudniają ghostwriterów. To nie jest tajemnica.

Ghostwriting w praktyce: od umowy do przelewu 

Znany wydawnictwu ghostwriter nie musi jednak czekać, aż zostanie o coś poproszony. Działa sam. Zupełnie jak pisarz-amator może tworzyć dzieła z czystej pasji, według własnego pomysłu, a potem… po prostu oddaje je wydawnictwu. Właśnie w ten, całkiem wygodny, sposób pracuje Magda.

– Nie mam umowy ani żadnych terminów. Napiszę, to napiszę, bez żadnej presji. Sprzedam, to sprzedam, nie sprzedam, trudno. Satysfakcja z pisania i tak jest.

W takim ujęciu ghostwriting wydaje się być stworzony dla pasjonatów, dla których liczy się radość tworzenia, a niekoniecznie sława czy uznanie. Zadowolenie przynosi sam fakt ukończenia dzieła i rzecz jasna otrzymania za niego stosownego wynagrodzenia. Wynagrodzenia, które, jak punktuje Magda, jest znacznie wyższe niż pisarska gaża – szczególnie w Polsce. Ona sama zarabia za granicą, ale zastanawia się, jak stawki się różnią, skoro sami autorzy też dostają mniejsze pieniądze za swoją pracę.

– Nie oszukujmy się – w większości przypadków bycie pisarzem to niespecjalnie dochodowy interes, milionów z tego nie ma. Czasem nawet trudno się utrzymać. Wiadomo, są wyjątki – Bonda. Mróz, Grochola... Ale to garstka. Właśnie dlatego zastanawiam się, jakie w Polsce są stawki, ile zarabia taki ghost – skoro pisarz i tak musi raczej normalnie pracować, bo z pisania średnio idzie się utrzymać.

Autorski ból i spokój ducha 

Jednym z największych zarzutów, jakie czyni się ghostwritingowi, to zrzeczenie się praw do pochwalenia się własnym tekstem. „Ja bym tak nie mógł/nie mogła!”, powie z pewnością niejeden piszący. Magda patrzy na tę sprawę nieco inaczej: ona nie potrafiłaby stanąć w świetle jupiterów jako pisarka i nie ma zamiaru się do tego zmuszać. Jej priorytety są inne.

– Najbardziej na świecie cenię sobie prywatność, więc jakakolwiek sława to nie dla mnie – mówi. –  Pisanie to odskocznia, ucieczka do innego świata. I chyba chcę, żeby tak pozostało.

Czasem bywa jednak tak, że zobaczenie swojego dzieła na półce może coś zmienić. Magda widziała ich aż siedem, dlatego zapytałam, czy nie kusiło jej spróbować ruszyć własną drogą. Odpowiedź była jednak stanowcza.

– Nigdy. Nie byłabym w stanie brać udziału w promocjach, wywiadach, targach książki i tak dalej. Wolę kontakt z naturą niż z ludźmi. Bardziej niż spędzenie dnia na udzielaniu wywiadu odpowiada mi wydanie kasy ze sprzedaży na wyjazd na Sri Lankę i wolontariat w sierocińcu dla słoni – kwituje. – A pisanie niech pozostanie innym światem i nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze