Lekki wpis na dobry początek i gratka dla wszystkich, którzy nie wyobrażają sobie pracy i czytania - ogólnie życia - bez muzyki. Ale to także post dla tych, których ciekawi, co właściwie mnie inspirowało. Cóż, same początki są dosyć mgliste, ale mniej więcej od połowy książka ma wyraźny, „muzyczny” charakter. Przy jakich dźwiękach powstawała więc „Iskra”? Trzymajcie się, bo to będzie niespodzianka!
Zacznę od małej historii - ale takiej naprawdę malutkiej. Widzicie, to właśnie „Iskra” jest opowieścią, na której przeszłam wielką transformację z „MUSZĘ mieć cicho” na „MUSZĘ mieć muzykę”. Więc o ile szkic powieści i jej pierwsza część powstała we względnej ciszy, o tyle wszystko od części drugiej (czyli właściwie ⅔ książki) już miało soundtrack. Co się stało, skąd ta zmiana? Chyba potrzebowałam się po prostu odciąć… i wtedy odkryłam, ile frajdy daje pisanie przy muzyce. Rzecz jasna nie byle jakiej. Wymagania mam dosyć określone:
sam dźwięk, bez słów - te w znakomitej większości mnie rozpraszają, szczególnie w językach, które znam (całych dwóch).
bez irytacji - są pewne dźwięki, które mnie drażnią, z reguły na wysokich tonach (jakieś piszczałki, dzwoneczki i inne takie); musi być ich tak mało, jak się da, a najlepiej wcale;
bez przesad w żadną ze stron - rzadko kiedy potrzebuję naprawdę mrocznego tła, a prawie nigdy - dziecinnego. Musi więc być odpowiedni klimat.
długość: minimum godzina.
No, czyli szukam po prostu ambientu. Bez różnicy, czy będzie autorski, czy po prostu ścieżka z gry lub filmu - biorę wszystko.
A co wzięłam do „Iskry”? Oto krótka i dosyć zaskakująca lista:
Kiedy wróciłam do publikowania „Iskry” w 2017 roku, jedna ze stałych czytelniczek napisała coś w stylu „wow, ale ta historia pomroczniała!”. Trudno, żeby było inaczej, skoro od samego początku towarzyszyła mi właśnie taka muzyka… Właściwie nie wiem, dlaczego tak bardzo przypasowała. Normalnie nie przepadam za składankami braci Fiechters, bo są dla mnie „za słodkie”, za bajkowe (już w pierwszym utworze słychać te dzwoneczki i piszczałki, o których wspomniałam) i w dodatku akcja „Iskry” dzieje się głównie jesienią, a jednak powstała przy tym soundtracku niejedna strona.
Tutaj podobnie - zresztą autorzy są dokładnie ci sami. Niby nie moje klimaty, a jednak… moje klimaty. Czy raczej klimaty „Iskry”, przynajmniej na początku, bo późniejsze ścieżki jednak pasują już trochę mniej. Mimo wszystko fajna referencja.
I pierwsza duża zmiana - zupełnie inny klimat, prawda? Ta składanka świetnie pasowała do bardziej spokojnych, ale też epickich momentów, pisanych ze szczególnym rozmachem. Wiadomo, filmowe klimaty. Pamiętam, że była zdejmowana z YT po kilka razy, ale zawsze gdy wracała, cieszyłam się jak dziecko. Największy wpływ na mnie miało chyba „Now we are free” z Gladiatora, ale to ogólnie jeden z najpiękniejszych utworów, jakie słyszałam.
A teraz uwaga, przygotujcie się na klimatyczny szok.
Absolutnie kocham i uwielbiam ten album w całości, od pierwszej do ostatniej nuty, a początkowe ścieżki odtwarzają mi się w głowie same, zupełnie nieproszone, tak bardzo zapadły mi w pamięć. Jak możecie usłyszeć, klimat jest naprawdę zaskakujący, pogańsko-słowiański, ale szczerze? Pisało mi się przy tym fantastycznie. Pierwsze dwie ścieżki to właściwie main theme finałowych scen „Iskry”, całego rytuału w Sali Run - scen, które widziałam przed oczyma jak film. Niesamowite uczucie.
I drugi utwór z cyklu „w życiu bym nie powiedział, że to tu pasuje”. „Iskra” nie ma nordyckiego klimatu, ale jest bardziej mroczna, niż mogłoby się wydawać, szczególnie pod koniec, więc pewnie dlatego ta ścieżka tak dobrze pasowała. I, podobnie jak w przypadku albumu Dzivii, pozwoliła mi pracować w tempie, o które się nie podejrzewałam.
Możliwe, że ścieżek było jeszcze więcej, ale te pamiętam na sto procent jako główne inspiracje. Dajcie znać, która składanka podoba się Wam najbardziej… i przy której chętnie będziecie czytać „Iskrę”. A może wolicie ciszę?
_________________________________________________________
Wszystkie aktualne (i archiwalne) informacje na temat powieści "Iskra" znajdziesz również w informatorium premierowym. Zachęcam do sprawdzenia!

0 komentarze