Piśmiennik #1 - Pisarskie podsumowanie roku 2020
Koniec roku to z reguły (nie mówię, że zawsze) czas podsumowań; moment, w którym wielu z nas na moment się zatrzymuje i mówi „hm, no dobra, to co ja właściwie zrobiłem/zrobiłam przez te dwanaście miesięcy?”. A ponieważ Sylwester już za pasem, i ja pokuszę się o małe podsumowanie - inaugurując tym samym cykl „Piśmiennik, czyli pisarski pamiętnik”, w którym będę opowiadać Wam o początkach tej mojej pisarskiej drogi. Tak, dla inspiracji oraz pokazania, że wszystko jest możliwe.
Nie będę owijać w bawełnę. Ten pełen niefortunnych zdarzeń rok (bo nie wiem, czy pamiętacie, ale on od samego początku nie zanosił się na fajny), pisarsko był dla mnie jak marzenie. Niewątpliwie największym wydarzeniem jest podpisanie umowy wydawniczej, które nastąpiło, o ironio, 13 marca - rzecz jasna w piątek. Taka data właśnie w takim roku brzmi jak kwintesencja zła, a jednak wyszło inaczej :D Kolejny dowód na to, że nie warto ufać przesądom.
Jest jednak jeszcze jedna rzecz, która chyba nie wybrzmiała wystarczająco mocno - fakt, że tak właściwie w tym roku podpisałam nie jedną umowę, ale dwie. Ta, o której mówiłam dosyć mało, dotyczyła zgody na przedruk tłumaczenia mojego opowiadania w antologii „Sodrasban 2020”. Ukazała się ona na Węgrzech w maju, ale przez pandemiczne perturbacje egzemplarze autorskie dotarły do mnie dopiero jesienią... Miałam więc dwa „strzały” radości 😁 Chociaż właściwie było ich więcej, bo moja „węgierska przygoda” zaczęła się właściwie zaraz na początku roku.
Literacki debiut na Węgrzech zaliczyłam już w styczniu. Pierwsze opowiadanie, „Pewnego razu w Wielkanoc”, niemal natychmiast zostało opublikowane, w dodatku z bardzo fajną rekomendacją od węgierskiej pisarki Nóry Lajtos. W tamtej chwili dopiero przymierzałam się do wysłania mojej powieści do wydawnictw - poczujcie więc, jakiego wiatru w żagle dostałam.
W lutym, kiedy wciąż jeszcze zbierałam się do przygotowania propozycji wydawniczej, nadeszła druga niespodzianka - publikacja w węgierskim serwisie kulturalnym Vates. Tym razem przyjęta została miniaturka dark fantasy „Szczere serca”, którą napisałam w październiku 2019 roku i do tej pory opublikowałam tylko na Wattpadzie.
Po przedruku w antologii nastąpiła wakacyjno-jesienna przerwa, ale zakończona z przytupem: dwiema publikacjami naraz. Miniaturka fantasy „Wędrowcy” i dobrze znane opowiadanie o walizeczce Pucci, czyli „Podróż za dwa kółka” ukazały się równocześnie, w listopadzie, na węgierskim serwisie literackim Napút Online, w ramach tak zwanego bloku polskiego.
Podsumowując, pisarski rok zakończyłam z książką w procesie wydawniczym i pięcioma publikacjami za granicą - w tym jedną w drukowanej antologii. Oprócz tego rzuciłam sobie (no dobrze, z drobną pomocą życzliwych osób 😁) kilka wyzwań, które zrealizowałam nawet pomimo wątpliwości. Czy rok temu spodziewałam się, że to nastąpi? Nie, absolutnie. Czy przypuszczałam, że dzisiaj będę w miejscu, w którym właśnie jestem i z planami, które mam? A skąd. Czy miałam nadzieję? O tak, ogromną - chociaż o połowie rzeczy nawet nie pomyślałam.
A zatem ja, która uważałam się za niezdolną do pisania krótkich form, tylko w tym roku napisałam łącznie pięć opowiadań i żadne nie miało więcej niż sześć stron - a jedno nawet niecałe dwie. Skakałam po gatunkach, odrywając się od ukochanej fantastyki na rzecz miniaturek humorystycznych, w których niespodziewanie poczułam się doskonale. A oprócz tego, najnowsze wyzwanie, napisałam (czy właściwie jeszcze kończę) fanfiction potterowskie. Poza tym rzecz jasna powstała kolejna powieść - „Żar”, czyli bezpośrednia kontynuacja „Iskry”. Ilości pomysłów, które wpadły mi do głowy i które zrealizuję NA PEWNO, bo po prostu pokochałam je od pierwszej chwili - w planach jest między innymi, uwaga, thriller psychologiczny! - jest bez liku. I wiecie, co jest w tym wszystkim najcudowniejsze? Że wręcz widzę to, jak się pisarsko rozwijam. Niemalże z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień.
I to jest tak niesamowicie energetyzujące, że nie macie pojęcia. Każdemu życzę, by tak doładować baterie i by końcoworoczne podsumowania nie męczyły, ale dodawały ognia na kolejne dwanaście miesięcy.
Serdeczności!

0 komentarze