Wydajmy, potem się przeczyta - o premierze, która się nie odbyła
Wydawać by się mogło, że gdy przedsprzedaż książki ruszyła, tylko gradobicie albo upadek wydawnictwa jest w stanie ją powstrzymać na drodze do czytelników. Co innego może się wydarzyć? No, na przykład wydawca może uznać, że nie, ale jednak nie wyda i odwoła całą imprezę - co też przydarzyło się pewnej autorce w ostatnich dniach. A ja jakoś nie mogę nie podzielić się z Wami tą historią, chociażby ku przestrodze.
To był spokojny, czwartkowy poranek. Z poranną herbatą zasiadłam do laptopa, by sprawdzić, co tam ciekawego dzieje się w internetach. Na jednej z Wattpadowych grup, które śledzę, zobaczyłam link do profilu pewnej autorki z informacją, że w świecie pisarskim wybuchła tak zwana inba.
Kliknęłam, sprawdziłam. Zatkało mnie. No faktycznie, inba była.
Pani autorka podpisująca się jako Alexandra, napisała na swoim fanpejdżu, że jej powieść jednak nie zostanie wydana. Powód? Wydawnictwo odrzuciło ją, argumentując decyzję następująco:
Biorąc pod uwagę dyskusję, która toczy się w naszym kraju i wewnętrzną politykę wydawnictwa w stosunku do praw kobiet, nie chcemy sobie pozwolić na wydanie tego typu książki.
No brzmi to całkiem dobrze… a przynajmniej do momentu, w którym nie uświadomimy sobie, że decyzja została podjęta, uwaga, jakieś trzy tygodnie przed planowaną premierą książki.
I na tym fakcie się zatrzymajmy. Podkreślam: premiera książki została anulowana w chwili, gdy była już po procesie wydawniczym, w zapowiedziach wydawnictwa i w przedsprzedaży. Co więcej, według słów autorki nie została poinformowana o wątpliwościach, kolegium redakcyjnym, a nawet o decyzji. Pani Alexandra podobno najpierw zauważyła, że powieść zniknęła z zapowiedzi wydawnictwa, ale gdy zadzwoniła, by czegoś się dowiedzieć, nikt nie odebrał. Empik zaczął dokonywać zwrotów i mniej więcej w tym samym czasie otrzymała maila o przywołanej wyżej treści. Plus z dodatkową informacją, że decyzja została podjęta na podstawie opinii redaktor prowadzącej, redaktor wspomagającej tytuł oraz recenzentów wewnętrznych.
Czy wydawnictwo mogło zdecydować się na taki krok? Cóż, nie znam treści tej powieści, ale jeśli fragmenty, które widziałam, rzeczywiście z niej pochodzą, jestem skłonna się zgodzić, że to dobry ruch. Wiem, że erotyki rządzą się swoimi prawami, ale nie owijając w bawełnę, to, z czym się zapoznałam, było po prostu obrzydliwe. Możliwe, że fragmenty były wyrwane z kontekstu, ale trudno mi znaleźć uzasadnienie dla tego, co pokazywały - a pokazywały przemoc seksualną w najczystszej postaci. O tym, dlaczego ten temat należy traktować z delikatnością i absolutnie nie może stanowić wstępu do słodkiego love story, chyba nie trzeba tłumaczyć.
Tak na marginesie, przyznam, że miałam również mieszane uczucia jeśli chodzi o stronę techniczną. Ponownie, nie wiem, czy fragmenty, do których dotarłam, były oryginalne, czy już po korekcie, ale jeśli po, wypuszczenie takiego dzieła byłoby strzałem w kolano.
Ale czy w takim razie sprawa jest czysta? Otóż nie - bardzo, bardzo nie. Odkładając na bok jakość książki, jej treść i rozważania, czy gdzieś powinna być postawiona granica, czy to już cenzura, skupmy się na chwilę na tym na polityce wydawnictwa. Rzeczy wybitnie bulwersującej z każdej strony.
Ktoś w komentarzach na profilu autorki ładnie opisał tę sytuację, stwierdzając, że wydawca strzelił sobie w złożone kolana z obu luf strzelby, licząc, że nie będzie bolało. Jest to stwierdzenie bardzo trafne. Nie wiem, czy można sobie przyładować bardziej; ale mam mocne podejrzenie, że jeśli granica jednak przebiega gdzieś wyżej, to nie jest do niej daleko. Oświadczenia, które otrzymała autorka, nie da się odczytać inaczej, jak przyznanie się, że książki, w którą zainwestowano czas i niemałe pieniądze, którą już zaczęło się promować oraz sprzedawać, nikt dokładnie nie przeczytał. Albo przeczytał, ale bez refleksji. Co w takim razie chcieli oddać czytelnikom? W jakiej formie? W jakiej jakości?
Tutaj pozwolę sobie na spekulację, ale mam mroczne podejrzenie, że na etapie procesu wydawniczego (który, notabene, prawdopodobnie nie trwał nawet dwóch miesięcy) nikomu nie przyszło do głowy pytanie o prawa kobiet i odbiór społeczny. Nikt nie pytał nawet o jakość. Powieść pani Alexandy była po prostu kolejnym erotykiem, mocnym, odważnym, bezpruderyjnym, a może, kto wie, kasowym hitem, który pięknie na siebie zarobi. I wtedy weszła na biało jedna osoba, która nagle przeczytała trochę więcej, na spokojniej - a może w wydawnictwie była nowym pracownikiem - i tak ujęła temat w recenzji, że wszystkim włosy stanęły dęba. I postanowili uciekać, bez względu na koszta, które obecnie ponoszą; koszta przede wszystkim wizerunkowe.
Mam też jeszcze inne, mroczne podejrzenie, które zasiała we mnie jedna z komentujących sprawę autorek. Zwróciła ona bowiem uwagę na fakt, że sprawa wygląda dziwnie, wręcz karykaturalnie. Podsunęła również myśl, że być może jest to po prostu... wyjątkowo paskudnie przemyślany PR. Teraz tylko należy obserwować, czy teraz anulacja premiery nie zostanie anulowana i czy wokół całej przykrej sprawy powstanie narracja „ta książka jest tak ostra, ze o mały włos nie ukazałaby się na rynku. Ale to czytelnicy, wierni fani, tak o nią prosili”!
I szczerze mówiąc, sama nie wiem, która opcja jest gorsza. Jedno jest pewne - co się nie wydarzy, wydawnictwo zaliczyło tak potężną wizerunkową wtopę, że są mocnym faworytem do nagrody Wydawniczego Dzbana Roku 2021.
A wciąż mamy dopiero luty.



4 komentarze
Nie rozumiem tego bumu na erotyki i romanse. Ale pomijając preferencje, postawa wydawnictwa to jakiś dramat. Chyba bym się zapłakała gdyby anulowano premierę mojej książki.
OdpowiedzUsuńOjej, wybacz tak późną odpowiedź, nie wiem, dlaczego nie dostałam powiadomienia :<
UsuńPrzyznam szczerze, że boom na erotyki - który w dodatku trwa już tak długo - również mnie zdumiewa, ale nigdy nie przepadałam za literaturą tego typu, więc może dlatego nie rozumiem 🤷 Tak czy siak, autorce należą się wyrazy współczucia, to prawda. Aż do tej pory jest mi przykro. I uraz na pewno zostanie.
Pozdrowienia!
Okropne zachowanie. Zupełnie nieludzkie wręcz - moim zdaniem rujnowanie marzeń na starcie. Ale jednak erotyka, romanse... Nie moje klimaty kompletnie, czasami należy zrobić mocny research, czy aby na pewno taka pozycja jest w ogóle potrzebna na rynku wydawniczym.
OdpowiedzUsuńDokładnie! I dlatego myślę, że przy erotykach teraz uwaga i dokładność jest podwójnie ważna - przecież tyle tego wychodzi, że głowa mała 😱
Usuń