28. Jestem

By Kasia - 15.1.21

Urodziny w okolicy nowego roku to w sumie całkiem zabawna sprawa. Być może dlatego podsumowania sylwestrowe nie miały dla mnie nigdy aż takiej siły rażenia - bo na zbieranie wszystkiego mam ochotę dokładnie dwa tygodnie później, czyli dziś 😄 I właśnie dziś myślę o tym, że jestem, już kolejny rok... oraz co to właściwie znaczy.


Jestem taka-a-taka. Jestem tu, a nie gdzie indziej. Jestem w takiej relacji... Gdyby się tak zastanowić, z pomocą tego jednego słowa można określić cały miniony rok, dla mnie dwudziesty siódmy, a także różne zależności. Sporo rzeczy się zmieniło, kilka zostało takich samych, bo były dobre, albo po prostu nie wiedziałam, jak je ruszyć. Widać to nie ich czas 😄 Ale właśnie dziś jest najlepsza pora, by to wszystko jakoś zebrać i uświadomić sobie, z jakiego punktu startuję tym razem.

A zatem - jestem:

  • ciągle na "planszy" - i to chyba rzecz, za którą można być naprawdę wdzięcznym. Może nie zawsze wszystko układa się perfekcyjnie, ostatnio jakby trochę bardziej z wyskokami, ale chyba żaden rok nie udowodnił mi (i pewnie nie tylko mi), jak kruchy jest spokój.
  • bezpieczna - podnownie, właśnie w kryzysowych sytuacjach można sobie uwiadomić, jakim szczęściem są te nasze codzienne "niewygody" i "trudności".
  • córką - niestety już tylko jednego rodzica; tata odszedł w lutym tego roku, na trzy tygodnie przed tym, jak okazało się, że moja książka zostanie wydana. Mama za to daje radę za dwóch, trzech, a nawet sześciu, a siła jej wiary we mnie może przenosić Himalaje. Dzięki, mamo.
  • przyjaciółką - może czasem trochę orbitującą wokół planety niż konkretnie na niej, ale przyciąganie trzyma mnie zbyt mocno, by odlecieć całkiem 😄 
  • copywriterką - już trzeci rok. Wpadłam na tę ścieżkę trochę przypadkiem, ale właściwie dla kogoś, kto tak kocha pisać, trudno wyobrazić sobie inną możliwość,
  • pisarką na początku drogi - pod tym względem od ostatnich urodzin zmieniło się prawie wszystko. Nieśmiałe marzenie zaczyna się realizować, a ścieżka, która majaczyła w tle, staje się coraz bardziej widoczna.


  • nadal w Krakowie - pochodzę z małej mieściny w Małopolsce, ale od trzech lat mieszkam właśnie w Krakowie. Przyjechałam rzecz jasna na studia, zostałam z powodu pracy, ale nigdy nie ukrywałam, że lubię to szalone, pełne problemów, smogu i korków miasto; że czuję się tu jak u siebie. I nie, nigdy nie przestanę wychodzić na pole albo zadupcać 😂
  • pełna planów - nie pamiętam, by kiedykolwiek wcześniej w moim życiu był taki moment, gdy miałabym tyle wizji, pomysłów i inspiracji. Czuję, że rozwijam się każdego dnia i to jest, dosłownie, boskie uczucie.
  • trochę geekem - i dobrze mi z tym. Sylwestra spędziłam w domu, w piżamie, popijając poncz, zajadając się ciastkami i grając z chłopakiem w grę do trzeciej w nocy. I tak, to był najlepszy wieczór EVER. Mieliśmy nawet fajerwerki - ekologiczne i bezpieczne dla zwierząt.


  • coraz bardziej świadoma - to chyba już ten moment, gdy wyraźnie dostrzegam, jakie mam potrzeby, co jest moje, a co nie do końca. Wyraźniej słyszę własny głos i nabieram odwagi, by za nim podążać. A to wymaga odwagi ogromnej, zdaję sobie z tego sprawę od zawsze.
  • trochę zakręcona - zapominam o rzeczach. Rzucam sucharami, od których znika woda w kranie. Spóźniam się, chociaż nie mam takiego zamiaru. Czasem mi się nie chce. No dobrze, częściej niż czasem 😂 Ale, co wiąże się ze zwiększoną świadomością siebie, zaczynam rozumieć, że pewne rzeczy to po prostu część mnie i tyle. I wiecie? To jest bardzo wyzwalające.
  • skupiona na celach - im bardziej realne stają się marzenia, tym mocniej chcę po nie sięgać... i mam apetyt na więcej. Rezygnuję z czegoś, by sięgnąć po inną rzecz, kalkuluję zyski i straty i wybieram to, co dla mnie naprawdę ważne.
  • pogodna - był taki czas, gdy bardzo chciałam podkreślać mrok w duszy, ale wiecie co? To tak nie do końca ja. Tak naprawdę jestem optymistką; jeśli już płaczę, to najczęściej ze śmiechu, rzucam żarcikami na prawo i lewo i ciągle wierzę, że spotkają mnie dobre rzeczy. No i lubię się tą nadzieją dzielić z innymi.
Foto: Aleksandra Góra.


  • wojowniczką - buntownicza natura przebija się nad nieśmiałość i coraz bardziej walecznie podchodzę do różnych spraw. Idę i działam, a nie czekam, aż się zadzieje. Czuję się jak Wiking na rajdzie i chociaż to trochę nowa część charakteru, witam ją z radością. No hej, kto nie chciałby być Wikingiem? Wikingowie byli super. 
  • herbatofanką i kawosceptykiem - chociaż w tym roku wypiłam więcej kawy niż kiedykolwiek w życiu, moim ulubionym płynem pozostaje herbata, tu bez zmian. Jaka? Aaa jakakolwiek - byle nie z torebki, bo te z reguły są odpadem odpadów.
  • administratorem - w maju tak spontanicznie związałam się z wattpadową grupą Peopie- i działam jako redaktor, administrator redaktorów i opiekun grupy Złote Pióra. Przygoda, którą zaczęłam bez szczególnych oczekiwań, rozwinęła się w fantastyczne hobby, a ogromna w tym zasługa świetnego zespołu, w którym nawet najcięższa praca ma w sobie mnóstwo zabawy. No, ja lubię te dziewczyny, po prostu.
No i wreszcie - jestem dwudziestoośmiolatką. Przede mną kolejne dwanaście miesięcy, które mogą przynieść - i pewnie przyniosą - wiele zmian. Trzymajcie kciuki, by były jak najlepsze! 





  • Share:

You Might Also Like

2 komentarze

  1. A ja się skromnie zapytam, co się stało z dziedziecem? Ujrzy to to światło dzienne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, pamiętałeś! Jestem ujęta ❤ "Dziedzic" to projekt, który tkwi gdzieś na dnie szuflady w tym momencie, ale bynajmniej nie został zapomniany. Nie Ty jeden o niego pytasz, a ja zaręczam, że nie zapomniałam, chociaż jak myślę, ile tam rzeczy pójdzie do zmiany i oczywistego doszlifowania, to trochę mi słabo 😆 Ale, ale! "Iskra" poprzedza tę opowieść, chociaż dotyczy zupełnie innych wątków, bohaterowie też są inni, jednak... no cóż, skoro to udało się zdziałać, myślę, że i na poczciwego protoplastę rodu, "Dziedzica" we własnej osobie, przyjdzie jeszcze czas.
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń